Thursday, September 17, 2015

Disco Dream And The Androids

Za album “Disco Dream And The Androids” odpowiada nie kto inny jak Adrian Wagner. Kompozytor, artysta, producent i wynalazca znany choćby z solowej twórczości, z tak udanych, czy nawet wybitnych płyt jak „Distances Between Us” (gdzie pojawia się gościnnie Robert Calvert z Hawkwind – w niesamowitej elektronicznej wersji „Steppenwolf” później nagranej przez ten zespół właśnie), „Instincts”, czy „The Last Inca”, gdzie w wysmakowany sposób łączy elementy rocka progresywnego, synth popu, muzyki eksperymentalnej czy ambientu. Co do wynalazczości polecam wpisanie w wyszukiwarkę hasła „Electronic Dream Plant”.

Za album ten odpowiada jednak też wspomniany już Robert Calvert. Bo “Dyskotekowy Sen Androidów” to jego i Pana Wagnera koncepcja. Kiedy spotyka się Poeta Ery Kosmicznej i pra-prawnuk Ryszarda Wagnera, a tematyką jest disco i androidy, a wspomaga ich najlepsza na rok 1979 technologia… nie mam pytań! Przygodę z androidami zaczynamy od utworu „Dream Machine”, którego tytuł, przynajmniej u mnie, wywołuje skojarzenia burroughsowskie. Ale tu więcej Morodera, Kraftwerk i Tangerine Dream. Tak, to disco, ale nie jest to ani Bee Gees, ani Boney M. To zimne, neonowe disco prosto z panelu sterowania najnowszych modeli androidów Nadria typ ECY 271 i jej chórku: androidów Doremi Fasola i Latedo 491A series typ MAP. Doremi Fasol Latido. Hm… „Tańczmy na wszechświecie, tańczmy na Marsie, tańczmy na gwiazdach.” Istotnie bit utworu do tego zachęca, a ponad 8 minutowy czas trwania ułatwia sprawę. Bardzo podobają mi się syntezatory prowadzące melodię. Charakterystyczny puls faktycznie wynosi w gwiazdy, a kosmiczne efekty specjalne (to chyba syntezator Wasp, wynalazek Pana Wagnera) sprawiają, że utwór zyskuje walorów poza-parkietowych. Bardzo przyjemnie się tego słucha, także dla samej przyjemności. Psychedelic disco? Być może… Kolejny, ośmiominutowy „Is This A Dream (Or Is It Real)” ma bardzo sympatyczny wstęp, gdzie odzywa się gitara. Słychać ją też później z ciekawym „podwodnym” efektem. Gdzieś nawet słyszałem taki preset. Ten utwór jest mniej ekstatyczny, a tekst kojarzy mi się z Hawkwind. Czego się Pan Calvert nie tknął… Nawet płyty Amon Duul UK z jego udziałem są hm… calvertowskie! Wciąż śpiewają dla nas cztery znane już androidy. Tej kompozycji słucha się moim zdaniem przyjemniej, niż do niej tańczy – aczkolwiek tancerz zagubiony na Marsie na wysokości utworu pierwszego raczej nie będzie śpieszył na dół. Bo i nie ma powodu. Słowo klucz tutaj to disco-trans, dobry aranż, smak i elegancja brzmienia, przestrzeń i świetna produkcja – bycie pra-prawnukiem Ryszarda Wagnera zobowiązuje! Kosmicznym Poetą także. Bardzo podoba mi się ten moment, gdzie słyszymy tylko perkusjonalia i vocoder… Mniam. Blisko 4-minutowe „Love Dance”, mogłoby być singlem i kasuje wszystkie współczesne produkcje tego typu, no z wyjątkiem Kylie Minogue. Poziom smaku ten sam. To przykład, że we właściwych rękach muzyka taneczna to też sztuka, nie komercyjna papka dla małolatów. Zresztą wokal Kylie w tym utworze to byłby killer tysiąclecia, choć na Panią Android też nie narzekam. Zmysłowo, ale neonowo. Zima zakochanych androidów. W „Connection/Disconnection” odzywa się android Rengaw Musco series 4N 67 – czyli… Robert Calvert. Dla mnie to najmocniejszy punkt albumu. Disco-funky z dadaistycznym zadęciem, podziemnym vibe i artystycznym haczykiem. Robert śpiewa też bardzo ciekawy tekst, choć zdecydowanie nie z półki jego klasyków, to naprawdę dobrze napisany i pełen charakterystycznego dla Roberta humoru. Robert Calvert podczas koncertu „Android Love” to kolejna pieśń-hicior, i tutaj wypadało by zaznaczyć, że tematem albumu jest żartobliwa koneksja tańca disco i stworzeniem rozrywkowych androidów. Nietrudno wyobrazić sobie takowe pląsające po podświetlanym parkiecie w rytm tej piosenki. Co, jeśli takie dwa androidy się zakochają, ale będą innego typu? (Connection/Disconnection) – czy więc „android love” jest lepsza od naszej, ludzkiej? Na pewno inna. „Cafe Des Illusions” kończy płytę, a w lokalu tanecznym gasną światła. Tak, to wszystko iluzja. Proszę ją spłukać, przestać marzyć o androidach i skupić się na prawdziwej miłości – inaczej, tak jak Pan Android tutaj, a Red. Kaufmann na co dzień, utkniecie w “Kafejce Iluzji” na dobre. Płytę wyprodukował Tony Richards i sam Adrian Wagner. A za niesamowitą oprawę graficzną odpowiada Rod Vass. Wszystko nagrano tam, gdzie powstał Wasp – w Electronic Dream Plant. Polecam fanom ambitnego disco, niepowtarzalnej epoki neonowego szaleństwa. Z okazji 30 lecia wydania albumu, ukazała się właśnie reedycja. Możecie ją kupić na http://www.adrianwagner.com/awdiscodream.html

Tuesday, September 8, 2015

Black Holes Are Here