Wednesday, April 22, 2015

Wywiad z Janem Strachem (2015)

Cześć Jan, opowiedz nam proszę o Epce „Jan Strach piszczy w narożniku”, czego może spodziewać się po wydawnictwie słuchacz?

Wpierw miałem obawy czy chciałbym aby to właśnie ten albumik był pierwszym, który doczeka się recenzji w języku rodzimym. Po ponownym jego przesłuchaniu stwierdzam jednak, że to dobra „baza wypadowa” do reszty mojej dyskografii jak również przegląd moich upodobań jako kompozytora. Mamy tu nieregularne rytmy i struktury oraz nawarstwione chmury gitar i syntezatorów, ale i też melodie proste i czyste z nutką Casio-nostalgii. Teksty zarówno przemyślane jak wymyślane na bieżąco, punkowa energia oraz partie perkusji na sprzętach ogrodowych. Wszystkiego po trochu.

Wiem, że Epka to zaledwie jedno z ponad 50 wydawnictw sygnowanych przez Ciebie, rozmaite inne projekty i netlabel Underpolen. Powiedz nam więcej o netlabelu, i o tym, co Cię napędza i motywuje do tworzenia?

Tworzenie to moja pasja, choroba, hobby, ulubiony sposób spędzania każdej chwili wolnego czasu. Zapadłem na to we wczesnym dzieciństwie, pisząc komiksy, nieukończoną powieść młodzieżową oraz nagrywając techno które polegało na tym, że puszczałem bit z organów i dawałem młodszemu bratu znaki kiedy ma krzyczeć wokale do wiadra. Mimo że montuję i kombinuję w mediach rozmaitych to muzyka jest miłością pierwszą. Dopiero w roku 2003, już mając przesypującą się szafę nagranych kaset, odkryłem że możliwe jest podłączenie magnetofonu kabelkiem do komputera i zapis w formie mp3. Tu zaczyna się historia Underpolen – niezbędne bowiem stało się ponazywanie tych dzieł i uszeregowanie w różne projekty. Od samego początku wiedziałem też, że chcę na zawsze zachować ducha tych początkowych lat – szum kasety, falstarty, wybuchy śmiechu, buczenie wzmacniacza, odgłosy palców na instrumentach i oddychający żywi ludzie zamiast komputerowo wymiętoszonych głosów nagrywanych po 40 razy w dźwiękoszczelnych puszkach. Choć z kaseciaka w końcu przerzuciłem się na rejestrator, to przypadek oraz improwizacja nadal są mą główną inspiracją w procesie nagrywawczym. Underpolen był wpierw terminem-parasolem który gromadził wszystko co opublikowałem. Potem stał się netlabelem i każdy album dostał numer, kategorię i okładkę.

Obecnie Underpolen dorósł, dojrzał i trochę się uspokoił. Reprezentuje wszystkie moje albumy – na tę chwilę jest ich 53, i 10 projektów muzycznych pod którymi tworzę (3 zespoły i 7 solowych, każdy w nieco innej stylistyce). Swego czasu wydałem też epkę zespołu Lugol’s Iodine oraz kilka albumów Proyect? Moone Jazzers – „tajemniczego muzyka z Europy Zachodniej”.

Czym dla Ciebie jest etos DIY i estetyka Lo-Fi, kórą bardzo oryginalnie i bezkompromisowo prezentujesz w swoich produkcjach?

DIY jest to absolutna wolność twórcza i absolutna kontrola artystyczna, ale i wyłączna odpowiedzialność autora za całokształt. W dobie rzeczy ujednoliconych i dążenia za sztampą i pewnymi standardami, również w dziełach dźwiękowych, DIY oferuje to, za czym ludzie się stęsknili – dzieła własnoręczne, osobiste, może i czasem toporne ale przez to urocze i jedyne w swoim rodzaju. Każdy taki album to nie po prostu kolejny zestaw piosenek obliczony przez grono specjalistów dla konkretnej grupy docelowej. Tutaj jest jak widokówka wysłana od nieznajomego do całego świata, kartka z pamiętnika upstrzona odciskami palców – rzecz, którą ten ktoś po prostu musiał wydrzeć z siebie, a często pozostaje niesłuchana przez nikogo. Duch artystyczny w najczystszej postaci i przemożna potrzeba dzielenia się swoją wizją ze światem.

Lo-Fi bierze wszystko to, czego twórcy amatorzy do tej pory się wstydzili – szum taśmy, samochód za oknem, bzyczący mikrofon, trzeszczenie w głośniku – i czyni z tego rys charakteru i efektowny środek stylistyczny. Tysiące „sypialnianych” kompozytorów pozbywają się kompleksów i poczucia, że jeśli coś nie jest krystaliczne, to nie jest dobre – i z dumą publikują i wpisują się w nurt lo-fi, a ludzie to kupują, bo też stęsknieni są poczucia autentyczności, obcowania z prawdziwą istotą ludzką, gdzieś w prawdziwym pokoju w prawdziwym świecie, gdzie rzeczy rzężą, skrzypią, oddychają. I bardzo dobrze.

Bardzo podoba mi się naturalność i bezpretensjonalność Twojej muzyki, a jednocześnie wrażenie przemyślenia i dokładnego zaplanowania każdego nagrania. Czy stoisz gdzieś pośrodku, czy bliżej Ci do jednego z wymienionych przeze mnie biegunów?

W rzeczach nagrywanych z zespołami stawiam na improwizację i rozjechaną melodykę. W składzie zespołu Projekt Luty przykładowo zawsze jest co najmniej jedna osoba bez przygotowania muzycznego (zazwyczaj jest to mój przyjaciel Staszek, którego serdecznie pozdrawiam) – co zapewnia stałą obecność przypadku, przedziwnej synchronizacji i nieoczekiwanych przygód w „studiu”. W projektach solowych jednak muszę powiedzieć, że myślę, myślę, zmieniam, kombinuję. Rzeczy bywają nagrane gorączkowo i pod wpływem chwili, co nie znaczy, że nie przeciągam ich potem w inne miejsca w komputerze, bo przychodzi mi do głowy jakiś ciekawszy obrazek.

Czym zajmujesz się oprócz muzyki, zdaje się, że nie tylko ona wchodzi w skład Twojej sztuki?

Lubię tworzyć rzeczy wizualne – moje okładki są odzwierciedleniem głównych inspiracji w sferze graficznej – grafika PETSCII (rodem z komputera C64), piksele, kolaż, fotografie niskiej jakości, fragmenty starych okładek książek czy planów miast.

Robię gry komputerowe w programie Klik n Play z 1993 roku. Piszę teksty różne, kilka angielskich można znaleźć wpisując „Out Of Strach” w wybranej wyszukiwarce. Obecnie, na przekór mojej bardzo fragmentarycznej osobowości, wziąłem się za dwa wielkie projekty – tworzenie wielkiej gry komputerowej i pisanie wielkiej powieści. Idzie dobrze, ale powoli.

Ostatnio też zabrałem się za montowanie teledysków do muzyki z Underpolen. Kilka można już znaleźć na Youtubie. Myślę że najnowszy teledysk do piosenki „Dzban” Projektu Luty dobrze przedstawia naszą stylistykę i filozofię. Komu spodoba się „Dzban”, ten, jak mniemam, przekona się do całej reszty Underpolen.

Jaki instrument jest Twoim preferowanym? Na jakich instrumentach grasz?

Mimo że z pewnością duszę mam rockmena to moje ukochane kilkunastoletnie Casio jest na pierwszym miejscu. Ale tylko odrobinę przed gitarą. Radzę sobie na tych instrumentach przyzwoicie. Co jakiś czas łapię za flet, lub małe zabawki typu stylofon. No i sporadycznie wspomagają mnie sprzęty AGD, sample, i szereg pedałów efektowych.

Jakie są początki Twojej twórczości, czy, a jeśli tak, to gdzie można je usłyszeć?

Kto chce usłyszeć najstarsze moje dzieła, tego zapraszam do płyty „Jan Strach Otwiera Szafkę”. Jest to właśnie takie archiwum, gdzie zebrałem najciekawsze dokonania z moich młodzieńczych, kasetowych lat. Na okładce jest moja szafka z kasetami. Piosenki tam zebrane nagrane były w wieku pomiędzy 16 a 20 lat.

Jak żyje się artyście DIY/Lo-Fi w Poznaniu, w Polsce? Jakie okazje i możliwości dla takich artystów oferuje to miasto i ten kraj? A dokładnie jego media, kluby i sale koncertowe?

Żyje się dobrze, aczkolwiek samotnie. Kilkakrotnie próbowałem wyszukać informacje na temat jakichkolwiek forów, blogów, stron zrzeszających domowych nagrywaczy. W języku polskim nic nie znalazłem.

Czy są inni lokalni artyści działający w zgodzie z tym etosem, których możesz nam polecić?

Z Poznania na pewno Grupa KOT – niepokojący rap na tle zapętlonych kaset magnetofonowych.

Polecam też zespół Krzyż Kross z Częstochowy, energiczny rock grany na komputerach Commodore – ale widzę, że dawno nic nowego nie publikowali.

Przede wszystkim zaś polecam Rzonkila z Krakowa i jego wydawnictwo Weakie Discs! Świetny człowiek, całą duszą oddany estetyce DIY – własnym sumptem nagrywający kolejne albumy, własnoręcznie tworzący masę limitowanych edycji kaset dla siebie i innych artystów. Bez ustanku promuje, publikuje, anonsuje – a sztuka jego, szczera i z pazurem – to ucieleśnienie filozofii która Ciebie, A.J., i mnie pasjonuje.

Które z wydawnictw Underpolen są Twoimi personalnymi faworytami? Podaj proszę 5 ulubionych pozycji.

Jan Strach – „O.O.S.” oraz Jan Strach – „Fale” – komu podoba się ep, tutaj znajdzie to samo, ale więcej, lepiej, dłużej.

poj.wlkp – „Północ Półsen Półdzień” – wybieram płytę najnowszą, bo najnowsza zawsze jest ulubiona, ale dumny jestem ze wszystkich. Poj.wlkp to projekt dla którego rezerwuję najlepsze teksty, najpiękniejsze melodie, najgłębsze przemyślenia i całą masę mrocznej melancholii.

A.Z.P. – „Dżon” – Ta płyta to ADHD pomysłów, bitów, klimatów, nonsensu, chwytliwych melodii. Do tej pory lubię jej słuchać od deski do deski. Foniczny eklektyczny strumień świadomości.

Projekt Luty – „Rejestrator” – Mój zespół - po raz pierwszy nagrywany na rejestrator a nie na kaseciaka, dzięki czemu można było podrasować każdą ścieżkę i wzbogacić naszą muzę warstwami perkusji, basu, syntezatorów.

Czego możemy spodziewać się po Tobie i netlabelu w przyszłości?

Bliskie plany: Album SOT45 stworzony w całości przy użyciu nagrań ekspresu do kawy. Album Deftechnixks na którym każda ścieżka została zaplanowana przy użyciu generatora liczb losowych. Koncept album o facecie, który przykuł się kajdankami do drzewa. Nowy album Jana Stracha prawdopodobnie jeszcze w tym roku. Dalsze plany: Piosenki o wakacjach z wokalami mojej żony, zestaw preludiów pianinowych opartych na wykresach temperatur. Bardzo chciałbym też nagrać album blackmetalowy.

I ostatnie pytanie, czego słuchasz prywatnie, i co lubisz czytać?

Najukochańszym zespołem jest Cardiacs, a idolem - lider formacji czyli Tim Smith. Ucieleśnienie wszystkiego co pasjonuje mnie w muzyce. Niestety seria wylewów sprawiła, że nigdy biedak nie podniesie już gitary. Ale muzyka jaką zdążył skomponować to świat sam w sobie.

Poza tym, pan Zappa rzecz jasna jest bogiem wagi ciężkiej. Niesamowicie inspirujący pod względem całokształtu jest Steven Stapleton ze swoją formacją Nurse With Wound. Wszystko czego się tknie Ron Jarzombek. Wszystko gdzie palce macza Rob Crow. Nie sposób nie wymienić ojców chrzestnych Lo-Fi czyli Guided By Voices. Poza tym, już bardziej wybiórczo: Califone, Inquisition, Sonic Youth, mnóstwo mnóstwo innych.

Co do książek, odkąd dziateczki moje kochane przyszły na świat, przynosząc dużo radości i zabierając ¾ wolnego czasu, mam wielkie zaległości w lekturach. Lubię Umberto Eco, Stanisława Lema, a gdy trzeba się pośmiać i rozerwać, niezastąpiony jest Pratchett. Co roku czytam opowiadanie „Enigma” Johna Fowles’a - działa na mnie jak żadne inne dzieło pisane.

Dziękuję serdecznie za rozmowę!

I ja dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników. Może jest wśród nich również paru przyszłych słuchaczy!

No comments:

Post a Comment