Thursday, October 23, 2014

Space Hymns

Kosmiczne hymny, psychodeliczna przestroga przed upadkiem cywilizacji, a w tle przygrywający zalążek 10CC. To wszystko na debiucie Ramases.

Nie będę dostarczał Wam faktów dotyczących „Space Hymns”, czy enigmatycznego Ramasesa i jego żony Selket, ani też opisywał zawartości muzycznej. Informacje takie mogą zostać z łatwością znalezione w sieci, choćby na fanowskim/oficjalnym wordpressie Ramasesa, a także uzyskane „własnousznie”. Z ciekawostek powiem tyle, że zespół towarzyszący małżeństwu na płycie to embrionalna wersja popularnego 10CC. O „Space Hymns” napisano, jak na jej niszowość, sporo, i w pewnych kręgach uchodzi za pozycję kultową. A że mam tą płytę od lat, postaram się tutaj skupić na przekazie, nawet jeśli podobno nieliczni szukają dziś przekazu w muzyce. Na pewno nie zawiedzie się odbiorca skuszony okładką Rogera Deana i tytułem, bo są to istotnie „kosmiczne hymny” dla „ziemskich ludzi”. Hymny te możemy podzielić na dwie kategorie. Pierwsza to „hymny astralne”. Stawkę otwiera tu „Life Child”, i jest to mocny początek. Słuchając tego po 43 latach od daty wydania, wyglądając przez okno, wypada tylko zapłakać, że możni tego świata nie przykładają wagi do słów artystów. Tekst jest jeszcze bardziej aktualny niż wtedy, może jedynie troszkę naiwny. Ale w naiwności skrywa się piękno, a Ramases śpiewa tutaj przejmującą pieśń – przestrogę o upadku cywilizacji, spowiadając się z grzechów ludzkości tytułowemu „dziecku życia”. Kolejną pieśnią jest „Hello Mister”, opowieść o przybyciu, narodzinach „dziecka życia” na Ziemi, i kosmiczne powitanie z ludzkością, psychedeliczne, ale podane tak, że można to swojemu dziecku puszczać bez obaw. Arcydziełem strony A natomiast jest „Quasar One” (wcześniej wydany na singlu jako „Crazy One”, z innym tekstem i w innej aranżacji), prawdziwy plemienno-kosmiczny hymn do tytułowego Kwazara-Kobiety z niesamowitą linią basu i nawiedzonym intonowaniem. Gdyby ta płyta składała się wyłącznie z „Kwazara” w wersji 40-minutowej, też bym ją uwielbiał. Ostatnim „hymnem astralnym” jest jeden z moich faworytów strony B, „Earth People”, choć to troszkę też pieśń o międzygwiezdnej samotności i problemach z komunikacją na linii przybysz-”ziemscy ludzie”, po powrocie z pustyń Zeus i obserwacji narodzin planety. Bo i „cóż im mogę powiedzieć” po takich przygodach? Druga kategoria to „hymny tradycyjne”, z których dwa są wyraźnie dedykowane Jezusowi, z tym, że raczej w ujęciu New Age – i tak, mamy „And the Whole World” i „Jesus Come Back”. „And the Whole World” poprzez odniesienia do kultury pre-kolumbijskiej w tekście, i uproszczone metafory, przywołuje uduchowiony obraz Ameryki Południowej sprzed konkwisty, albo i po niej – jako wizja odbudowy wiary, która tak naprawdę nigdy się nie zatraciła, a jedynie połączyła z narzuconymi przez białego człowieka nowymi wierzeniami. „Jesus Come Back” jest wyjątkowo optymistyczne: „no tears for the future” śpiewa Ramases, czekając na powrót „dziecka życia”. Nie ma to nic wspólnego z tak zwanymi „Jesus freaks” z tamtych lat, jest to po prostu piękna uduchowiona piosenka o nadziei, tutaj rozumianej jako upragniony powrót jednej z bardziej popularnych (obok Lennona) postaci w historii ludzkości. Trzecim takim hymnem jest „Molecular Delusion”: „I am a voice crying in the wilderness” intonuje Ramases w tej pięknej podlanej sitarem, transowej, hinduskiej pieśni o ułudzie, Maya. Jeśli naprawdę odnajdziemy się w tej melodii, Ramases zafunduje nam podróż do centrum naszej duszy szybciej niż jakakolwiek używka. „Molecular Delusion” to najprawdziwsza raga białego człowieka, stąd mimo kosmicznego nastroju podporządkowałem ją „hymnom tradycyjnym”. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest nieco floydowskie „Balloon”, które powinno być hitem, z tą charakterystyczną melodią i bassem. Jest też miniaturka a’capella „Dying Swan Year 2000”, o śmierci „czegoś pięknego”, może ludzkości? Stawkę mojej opowieści zamyka mantra „You’re the Only One Joe”, nawiązująca do „Nocnego Kowboja” Jamesa Leo Herlihy’ego i bardzo odjechane „Journey to the Inside”, z powtarzanym obsesyjnie „what are you going to do with me?”. Odpowiedź na to pytanie brzmi „posłucham jeszcze raz”. Zapraszam do świata Ramasesa i Selket!

No comments:

Post a Comment